Szokujące sceny pod domem Andziaks. „Czuję, że moje bezpieczeństwo zostało zaburzone”
Aktywiści oblali sztucznymi odchodami butik Małgorzaty Rozenek-Majdan, sklep Twinkle Candle oraz wejście do domu Andziaks i Luki. Akcja, która miała zwrócić uwagę na wpływ najbogatszych na kryzys klimatyczny, wywołała lawinę komentarzy, reakcje samych zainteresowanych oraz interwencję policji.

Aktywiści uderzyli w celebrytów
Członkowie Ruchu Klimatycznego „Jazda!” przeprowadzili w Warszawie serię protestów wymierzonych w znane osoby, które ich zdaniem promują skrajnie konsumpcyjny i wysokoemisyjny styl życia. Za cel obrali m.in. butik Małgorzaty Rozenek-Majdan oraz sklep Twinkle Candle należący do Andziaks. Aktywiści oblali wejścia do budynków sztucznymi odchodami, a następnie udostępnili nagranie z akcji w mediach społecznościowych.


W opublikowanym oświadczeniu tłumaczyli, że chcą zwrócić uwagę na odpowiedzialność najbogatszych za pogłębiający się kryzys klimatyczny. Wskazywali m.in. na luksusowy styl życia influencerów, częste podróże i konsumpcję jako symbole nierówności oraz wysokiej emisji gazów cieplarnianych. Kontrowersje wzbudził również fakt, że w materiale wideo pokazano prywatną posesję Andziaks i Luki, ujawniając przy okazji adres oraz numer domu pary.
Andziaks: „Czuję, że moje bezpieczeństwo zostało zaburzone”
Podczas protestu przed sklepem Twinkle Candle z aktywistami skonfrontowała się Agnieszka Kurowska, mama Andziaks i współwłaścicielka biznesu. Domagała się od uczestników akcji wyjaśnień i zarzucała im niszczenie cudzego mienia. W trakcie interwencji połączyła się z córką przez wideorozmowę. Influencerka nie kryła emocji i ostro skomentowała zachowanie protestujących.

Dzień później Andziaks odniosła się do całego zdarzenia na Instagramie. Przyznała, że sytuacja była dla niej ogromnym szokiem, zwłaszcza że w chwili protestu przebywała w domu sama z sześciomiesięcznym synem. Podkreśliła, że poczuła naruszenie swojego bezpieczeństwa i zapowiedziała, że do sprawy wróci dopiero wtedy, gdy emocje opadną.

Głos zabrał również Luka, który zaznaczył, że największym problemem nie były same szkody materialne, lecz fakt, iż protest odbył się pod prywatnym domem, w którym przebywała jego rodzina.

Policja prowadzi postępowanie. Aktywistom grożą konsekwencje
Warszawska policja potwierdziła, że wpłynęło zawiadomienie dotyczące zdarzenia przy sklepie Andziaks na ul. Grzybowskiej. Funkcjonariusze prowadzą czynności w kierunku wykroczenia z art. 51 § 1 Kodeksu wykroczeń, dotyczącego zakłócania porządku publicznego. Za taki czyn może grozić kara aresztu od 5 do 30 dni, ograniczenie wolności do miesiąca albo grzywna w wysokości do 5 tys. zł. Na razie nie poinformowano o ewentualnych zarzutach wobec aktywistów.



