Michalina Sosna wyjawiła, jakie kierunki wakacyjne lubi najbardziej
Dla wielu widzów jest dziś jedną z najbardziej lubianych aktorek telewizyjnych. Na ekranie zachwyca naturalnością, a prywatnie udowadnia, że największe szczęście często kryje się w prostych chwilach. W rozmowie Michalina Sosna wraca wspomnieniami do dzieciństwa na Śląsku, opowiada o wakacjach z córką, kulisach pracy na planie „M jak miłość” i zdradza, dlaczego wciąż najbardziej ceni rodzinę oraz zwyczajne życie.

Dzieciństwo bez luksusów, ale pełne szczęścia
Choć dziś podróżuje po Polsce i Europie, dzieciństwo aktorki wyglądało zupełnie inaczej niż wakacje wielu współczesnych dzieci.
– To były wakacje wolne od trosk – wspomina z uśmiechem.
Nie było egzotycznych wyjazdów ani zagranicznych kurortów. Dni upływały na rowerze, placu zabaw i wśród dzieci z sąsiedztwa. Wiecznie poobijane kolana były najlepszym dowodem na to, że każdy dzień był pełen przygód.
Michalina wychowywała się w domu wielopokoleniowym. Gdy rodzice pracowali, opiekowali się nią dziadkowie. Nie brakowało też obowiązków – sama przyznaje, że jako dziecko z ogromną chęcią… kosiła trawę.
Najcieplej wspomina rodzinne wyprawy do lasu. Cała rodzina pakowała składane krzesełka, jedzenie i ruszała na rowerach przygotować piknik. Dzieci same wymyślały sobie zabawy, gotowały „obiady” z piasku i liści, bawiły się w dom i wracały dopiero wieczorem.
Pierwsze zorganizowane kolonie przeżyła dopiero jako 14-latka. Choć wyjazd zakończył się nieprzyjemnym wspomnieniem – uczestnicy zostali okradzeni – nie przesłoniło to pięknych obrazów dzieciństwa, które do dziś wywołują u niej ogromny sentyment.
Śląsk zamiast egzotyki
Dzisiaj, kiedy tylko może, wraca do rodzinnego domu na Śląsku.
– Tam jest błogość. Większość mojej rodziny mieszka blisko, zawsze jest do kogo wpaść na kawę. To zupełnie inne życie niż w Warszawie, gdzie wszystko trzeba planować – mówi.
Drugim miejscem, do którego regularnie wraca, jest polskie morze. Najczęściej wypoczywa tam razem z córką. Jak przyznaje, odpoczynek nie oznacza dla niej całkowitego lenistwa. Uwielbia biegać brzegiem morza, spacerować i dbać o formę.
Choć zdarza jej się podróżować za granicę, wybiera raczej krótkie europejskie city breaki niż dalekie wyprawy.
– Lubię wyjechać na trzy, cztery dni, zobaczyć nowe miejsce i wrócić do domu. Jakoś nie ciągnie mnie do Azji, mimo że teraz to bardzo modne kierunki.
„Egzotykę mamy tuż za płotem”
Michalina z ogromnym zaangażowaniem promuje również rodzinny Śląsk. Wspólnie ze znajomymi stworzyła internetowy projekt „Pralnia”, w którym z dużą dawką humoru pokazują śląską gwarę, tradycje i codzienne życie mieszkańców regionu.
Jak podkreśla, zainteresowanie internautów tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że ludzie chcą poznawać lokalną kulturę.
– Zachwycamy się Tajlandią czy Wietnamem, a przecież własną egzotykę mamy tuż za płotem. Chciałabym, żebyśmy częściej mówili o śląskich tradycjach i je pielęgnowali.
Międzyzdroje, do których zawsze wraca z uśmiechem
Szczególne miejsce na mapie wspomnień zajmują również Międzyzdroje. To tam wiele lat temu po raz pierwszy przyjechała z Teatrem Kamienica na festiwal.
Do dziś pamięta atmosferę wydarzenia, spotkania z widzami i chwile spędzane z aktorami na plaży.
– Za każdym razem, kiedy dostaję zaproszenie w to miejsce, przyjmuję je z ogromną radością. Najpiękniejsze są spotkania z ludźmi, którzy pytają o role, seriale i po prostu chcą porozmawiać.
Teatr czy kamera? „To dwa różne światy”
Zapytana o to, co wybrałaby, gdyby musiała zdecydować między teatrem a planem filmowym, odpowiada bez chwili zawahania, że nie potrafi porównywać tych dwóch przestrzeni.
Jej zdaniem teatr daje aktorowi największy warsztat i uczy prawdziwego rzemiosła, natomiast kamera wymaga zupełnie innych umiejętności – współpracy z techniką, światłem i precyzji w budowaniu emocji.
Ogromny wpływ na jej rozwój miała praca na planie „M jak miłość”.
– Przy takiej liczbie dni zdjęciowych można naprawdę nauczyć się zawodu, oswoić kamerę i próbować różnych emocji. Bardzo dużo zawdzięczam tej produkcji.
Samochód, który wywołał niemałą panikę
Choć na planie nie brakuje wzruszających scen, zdarzają się też zabawne sytuacje.
Jedna z nich wydarzyła się, gdy serialowa Kama otrzymała swój pierwszy samochód -wysłużony model, który miał podkreślać skromną sytuację bohaterki.
Podczas jednego z ujęć auto tak mocno osiadło na amortyzatorach, że uszkodziło element instalacji i spod samochodu zaczęła wylewać się ciecz. Na planie na chwilę zrobiło się nerwowo, bo wszyscy byli przekonani, że doszło do poważnej awarii.
Na szczęście okazało się, że wyciekł jedynie płyn do spryskiwaczy, a cała sytuacja zakończyła się śmiechem.
Aktorka przyznaje, że właśnie za to ceni swoją pracę – za możliwość przeżywania skrajnych emocji i ciągłego uczenia się czegoś nowego. Ostatnio na potrzeby zdjęć trenowała nawet boks.
– Mogę próbować różnych rzeczy i grać bardzo różnorodne sceny. To daje ogromną satysfakcję.
Nie ukrywa również, że wiele radości przyniosła jej rola Aldonki w filmie „Uwierz w Mikołaja 2”, gdzie mogła pokazać zupełnie inne oblicze niż w serialu.
Czy wystąpiłaby w „Azja Express”?
Choć podróżniczy format kusi wielu celebrytów, Michalina podchodzi do niego z dużym dystansem.
Przyznaje, że nie boi się wyzwań, ale doskonale wie, jak ogromnym obciążeniem jest życie pod okiem kamer przez całą dobę.
– To ekstremalne warunki, zmęczenie, głód i ogromna presja. Każdy ma tam momenty słabości.
Jeśli jednak kiedyś miałaby wystąpić w takim programie, najważniejszy byłby dla niej odpowiedni partner.
– W takich warunkach trzeba umieć się wspierać i dogadywać. To klucz do przetrwania.
Najważniejsza rola? Mama
Mimo licznych zawodowych sukcesów Michalina nie ma wątpliwości, że najważniejszą rolę odgrywa poza kamerą.
Po zakończeniu zdjęć czy spektakli wraca do domu i świadomie oddziela życie zawodowe od prywatnego.
– Bardzo chronię swoją prywatność. To jest moje miejsce i moja przestrzeń.
Najwięcej czasu poświęca córce. To właśnie wspólne chwile z nią pozwalają jej odzyskać równowagę po intensywnej pracy.
Oczywiście znajduje też czas na treningi, muzykę i rozwijanie swoich pasji.
Niewiele osób wie, że w przeszłości grała na saksofonie i pianinie. Śpiewa, tańczy, a na liście celów wciąż czeka jeszcze jedno wyzwanie – ukończenie kursu na prawo jazdy kategorii A.
– Jestem Bykiem i lubię doprowadzać sprawy do końca. Ten egzamin na pewno jeszcze przede mną.
Praca w „The Voice Kids” przypomina jej własnych rodziców
Szczególnie bliska jest jej praca przy programie „The Voice Kids”. Spotykając utalentowane dzieci i obserwując ich rodziców, często wraca myślami do własnego dzieciństwa.
Widzi mamy i ojców, którzy wspierają swoje pociechy dokładnie tak, jak kiedyś wspierali ją jej mama i tata.

– Doskonale wiem, co przeżywają ci rodzice. Moi również jeździli ze mną na egzaminy, byli obok mnie i zawsze mnie wspierali. Dzisiaj patrzę na te rodziny i widzę w nich siebie sprzed lat.
To właśnie dlatego, mimo popularności i wielu zawodowych sukcesów, Michalina Sosna pozostaje osobą niezwykle ciepłą i autentyczną. Nie szuka szczęścia na drugim końcu świata. Znajduje je tam, gdzie wszystko się zaczęło – wśród najbliższych, na Śląsku, nad polskim morzem i w codzienności, która daje jej najwięcej radości.


