„13 dni do wakacji” – Wywiad z aktorem Hubertem Łapaczem o kulisach pierwszego polskiego slashera w klimacie „home invasion” i nie tylko!

Wywiad z aktorem Hubertem Łapaczem, który wcielił się w rolę młodego chłopaka o imieniu Marek w pierwszym polskim horrorze/slasherze w klimacie „home invasion” – „13 dni do wakacji” w reżyserii Bartosza M. Kowalskiego. Premiera filmu odbyła się 8 sierpnia tego roku.
Szymon Balcerek: Witam! Dobry wieczór! Bardzo się cieszę, Hubert, że zgodziłeś się na przeprowadzenie z tobą wywiadu. Dla twoich fanów, jak i wszystkich zainteresowanych polskim filmem z gatunku slasher, to może być ciekawe, jak wygląda praca nad takim materiałem od środka.
Hubert Łapacz: Witam! Bardzo mi miło!
S: Kogo zagrałeś w „13 dni do wakacji” i czy możesz opowiedzieć coś o swojej roli?
H: Zagrałem postać Marka. Jest to, w sumie tak jak reszta bohaterów filmu, młody chłopak, który cieszy się życiem i który przyjechał po prostu tego feralnego dnia do miejsca, gdzie cała akcja filmu się rozgrywa. Jest on na imprezie wraz ze swoją dziewczyną. Marek jest taką pogodną postacią – można powiedzieć, że to taki śmieszek.
S: Czy utożsamiasz się ze swoim bohaterem? Mam na myśli to, czy znajdujesz jakieś punkty wspólne, które są podobne w prawdziwym życiu do ciebie w postaci filmowego Marka. Musiałeś jakoś bardzo się zmieniać i specjalnie przygotowywać się do tej roli, czy raczej nie?
H: Tak szczerze, to nie. Dużo brałem z siebie, tak po prostu. W czasach szkolnych (gimnazjum, liceum) byłem właśnie tego typu chłopakiem. Na imprezach bardzo lubiłem zabawiać innych. Co do swojej roli, to musiałem nauczyć się jeszcze trochę bardziej takiego luźnego podejścia w życiu i tak dalej, a tak to ogólnie wszystko brałem do tej postaci po prostu z siebie – jaki jestem na co dzień i jaki jestem najbardziej naturalny.
S: Jakie były takie ogólne początki twojej drogi aktorskiej? Chciałeś albo myślałeś o tym, żeby zostać aktorem? Już od lat czułeś po prostu, że chcesz nim być, czy może jednak to potoczyło się zupełnie przypadkowo – twoja droga aktorska, filmowa?
H: W szóstej klasie podstawówki przypadkiem zostałem wybrany przez swoją polonistkę, żeby powiedzieć na konkursie jakiś wierszyk, i tak to się zaczęło, że potem na wszystkie tego typu konkursy chodziłem. Potem, pod koniec gimnazjum, nadal wiedziałem, że chcę robić coś związanego z aktorstwem, ale nie wiedziałem, z czym to się je. W liceum już coraz bardziej poważnie o tym myślałem, bo też trzeba było wybierać jakieś studia i co się chce na pewno robić w przyszłości. Czym się zajmować. Zdecydowałem się w końcu na szkołę teatralną i postanowiłem do niej zdawać. Zdawałem do Krakowa i do Warszawy. Udało się dostać do obu szkół, ale finalnie wybrałem Warszawę. Tak to się zaczęło i tak to trwa nadal do tej pory.
S: Czy w przygotowaniu do roli odwoływałeś się do własnych wspomnień?
H: Tak, bo grałem postać młodszą od siebie, więc musiałem sobie po prostu te szkolne, licealne czasy poprzypominać.
S: Rozumiem. A jak jeszcze wyglądały dokładnie twoje przygotowania do roli? Było coś szczególnie trudnego albo charakterystycznego, co musiałeś dla tej postaci w sobie przepracować?
H: Wydaje mi się, że nie. To była postać młodego chłopaka, a sam film to slasher, więc to nie np. psychologiczny dramat, gdzie trzeba było rozkopywać przeszłość bohatera. Tutaj nie było nic takiego. Mogłem czerpać z życia – z imprez, wspomnień z liceum czy gimnazjum. Myślę, że w dużej mierze odkrywaliśmy tę postać już na planie.
S: Rozumiem, czyli można powiedzieć, że twoje pierwsze głębsze zainteresowanie aktorstwem zrodziło się u ciebie już gdzieś w okresie gimnazjalnym?
H: Myślę, że tak. Kiedy byłem nastolatkiem, pojawiały się pierwsze sygnały. Nie nazywałem tego jeszcze aktorstwem, ale łączyłem różne rzeczy – recytowanie wierszy, oglądanie ogromnej ilości filmów, uwielbiałem chodzić do teatru. Z czasem zaczęło mi się to składać w całość.
S: Wspomniałeś o teatrze i filmach. Masz może jakiś ulubiony film albo aktora, który cię szczególnie zainspirował?
H: W dzieciństwie mój tata puszczał mi filmy z Jimem Carreyem. Oglądaliśmy praktycznie wszystkie jego filmy. Nie uważam, że to najlepszy aktor na świecie, ale dla mnie jest wyjątkowy – to taki sentymentalny symbol dzieciństwa. Wydaje mi się, że w jakiejś części to właśnie przez niego robię dziś to, co robię. Uwielbiam patrzeć na jego grę i energię. W dzieciństwie bardzo lubiłem go oglądać też w filmie „Maska”, a do dzisiaj lubię sobie czasem włączyć „Truman Show”.
S: No tak, albo też jeszcze, jak są te jego wielkie umiejętności, i są filmiki na YouTubie, gdzie świetnie udawał mimikę i parodiował Clinta Eastwooda.
H: Tak, tak – to robiłem dokładnie tak samo przed lustrem. Próbowałem naśladować Jima, który parodiuje aktorów.
S: Czy masz jakieś pasje, marzenia, ale poza aktorstwem?
H: Marzeń mam mnóstwo. W ostatnim czasie są one związane z podróżami. Mam także dużo planów rodzinnych, z którymi nie chcę się aż tak bardzo prywatnie dzielić, bo są po prostu moje. Natomiast jeśli chodzi o pasję, to nałogowo oglądam od dziecka piłkę nożną. Interesuję się nią, oglądam mecze FC Barcelony. W wolnym czasie uwielbiam także czytać. Natomiast teraz obecnie piszemy ze znajomymi scenariusz do naszego filmu, więc ukazuje się tu powoli moja pasja od strony scenopisarskiej i reżyserskiej.
S: To w sumie odpowiedź na moje kolejne pytanie, czyli jakie są twoje plany aktorskie, filmowe na najbliższą przyszłość. Można powiedzieć, że ten film, który wraz ze znajomymi piszecie teraz, tak?
H: Tak, no są teraz wakacje, więc mamy dużo czasu wolnego, by móc nad nim popracować. W zasadzie od kilku miesięcy, może pół roku spotykamy się ze znajomymi i pracujemy nad nim. Mamy już mniej więcej szkielet całego filmu i zarys. Mam też nadzieję, że jak najszybciej dojdzie do jego realizacji.
S: Czy możesz nam zdradzić, o czym to będzie film? W jakich klimatach?
H: To będzie film o konwenansach, o tematach tabu wśród znajomych. O tym, że czwórka przyjaciół spotyka się pewnego wieczoru na domówce u jednej pary i po prostu, mimo tego że wszyscy znają się już dość długi czas, mogą sobie powiedzieć o wszystkim itp. To jednak rządzą nimi ciągle jakieś te wspomniane wyżej – konwenanse. To one dyktują tak naprawdę jakość tej relacji między nimi. W sensie – to, co możemy powiedzieć swojej przyjaciółce, a co nie. Taki przykład. No i rodzi się pytanie – czy przyjaźń może być ponad moralność, czy moralność ponad przyjaźń? Ten film będzie miał taki filozoficzny klimat. Będzie o priorytetach życiowych właśnie w kontekście przyjaźni.
S: Bardzo ciekawy temat. Myślę, że to będzie mocne.
H: Też nam bardzo podoba się ten temat. Tutaj jeszcze tylko dodam, że w naszym filmie coś bardzo niespotykanego będzie się dziać głównemu bohaterowi.
S: Rozumiem. Tutaj jeszcze wrócę z pytaniem odnośnie filmu „13 dni do wakacji”. Co według ciebie jest najważniejsze w twoim bohaterze? Czy twój bohater ma jakieś nietypowe pasje, cechy szczególne?
H: Nie do końca. To jest taki typowo gatunkowy film, więc, tak jak mówię, to zagłębianie się scenariuszowo w te postacie nie ma większego sensu. Są raczej zasady po prostu filmu i tych postaci, dlaczego takie są, a nie inne. Wynikające też np. z fabuły filmu. W filmie na pewno chcieliśmy swoimi bohaterami podkreślić ich młodość – spotkania, imprezy, alkohol, wspólną zabawę.
S: Jakbyś określił dokładnie, do jakiego gatunku filmowego należy „13 dni do wakacji” – tylko do jednego? Czy może jeszcze do jakiegoś?
H: To jest slasher, co ciekawe pierwszy w Polsce tak zwany „home invasion”, czyli w skrócie – ktoś lub coś napada na dane miejsce, gdzie znajduje się jakiś dom. I to wszystko jest z takimi elementami kina społecznego i o ludziach – ich psychice, a więc też kina psychologicznego.
S: No właśnie, czyli to jest ciekawe, bo tak jak powiedziałeś, to pierwszy w Polsce slasher w klimacie „home invasion”, czyli wcześniej jeszcze nic takiego nie było u nas w kraju. Tylko dopiero teraz może rodzi się u nas.
H: Tak. Mam nadzieję, że to będzie taki pionierski film dla tego gatunku w Polsce. Super, jeśli dzięki temu jeszcze więcej powstanie w naszym kraju filmów właśnie w takim klimacie jak „13 dni do wakacji”.
S: Powiedziałeś wcześniej także, że kochasz chodzić do teatru. A czy właśnie można gdzieś cię teraz oglądać na deskach teatralnych? Czy głównie na razie grasz tylko w produkcjach filmowych?
H: Nie, nie tylko w filmach. Jestem na etacie obecnie w Teatrze Narodowym w Warszawie i do niego właśnie zapraszam! Obecnie gram w spektaklu „Opowieści lasku wiedeńskiego”. Jest to dramat opowiadający o życiu w Wiedniu i jego okolicach w latach 30. XX wieku.
S: Dobrze, jeszcze tak na koniec – może jest coś, co chciałbyś przekazać naszym wszystkim czytelnikom, słuchaczom i twoim fanom?
H: Tak. Od 8 sierpnia w kinach w całej Polsce zapraszamy na premierę horroru „13 dni do wakacji”. Zachęcam do sprawdzenia, przekonania się, czy jest to kino dla was. Jeśli nawet może się nie spodoba, to zachęcam do wspierania kin, sprawdzania filmów w kinach – to też droga, by kino w Polsce mogło cały czas się rozwijać i jego twórcy. Żeby były też robione coraz lepsze filmy. Także od 17 października, jeśli chodzi o mnie, to zapraszam do kin na film pod tytułem „LARP. Miłość, trolle i inne questy” w reżyserii Kordiana Kądzieli (twórcy serialu „1670”).
S: Dziękuję ci bardzo, Hubercie, za wywiad i poświęcony dla nas czas. Wszystkiego dobrego!
H: To ja bardzo dziękuję! Pozdrawiam!
Zapraszamy do obejrzenia filmu „13 dni do wakacji”. Centrum wydarzeń filmu stanowi obrzydliwie bogaty dom. Mieszkają tam: Paulina (Katarzyna Gałązka) z bratem Antkiem (Teodor Koziar). Rodzeństwo żyje w napiętych relacjach, zwłaszcza po odejściu matki. Zbliża się wieczór, a to oznacza imprezową posiadówkę z udziałem chłopaka bohaterki, Piotrka (Antoni Sztaba), przyjaciółki Agi (Julia Mika) oraz reszty paczki: Julii (Nicole Bogdanowicz), Marka (Hubert Łapacz) i Byka (Bartłomiej Deklewa). Jak nietrudno się domyślić, śmiertelność uczestników tej prywatki będzie rosła.


Najnowsze komentarze